Z pamiętnika hazardzisty.

Bez kategorii

wykres

Był WCOOP, i po wKUPie…

Trochę historii WCOOP, czyli World Championship of Online Poker. Chyba jedna z najstarszych serii turniejowych rozgrywanych online. Odbywa się zawsze we wrześniu, i to od 2002 roku (sic!). Tworzono ją z zamiarem wykreowania marki na miarę WSOP, zachowując wszelkie proporcje oczywiście. Rozdawano graczom bransoletki, zapraszano zwycięzców na Bahamy...     Wszystko wyglądało pięknie, do czasu przejęcia PokerStars przez Amaya. Skończyły się wyjazdy, skończyły się bransoletki. Z roku na rok upadał prestiż serii...  2011 Ja sam dosyć długo miałem też spory sentyment do WCOOP, nie bez powodu zresztą. To był jeden z pierwszych stopni mojej drogi na szczyt. Rok 2011, siedzę w domu na chorobowym (pracowałem wtedy w amerykańskim gigancie Axciom). Tylko dzięki temu jestem w stanie zagrać turniej rozpoczynający się w południe. Swoją drogą, chcecie może zobaczyć szybkie session review z tego turnieju? Pośmiać się, jak to się w tamtych czasach chu... grało? Jeśli tak to dajcie znać w komentarzu, może coś wymyślimy.  Sam turniej był 2-dniowy. A dzięki temu, że rozpoczynał się tak wcześnie, to po jego wygraniu zdążyłem jeszcze skoczyć na imprezę z kumplami, którzy akurat wracali z pracy. Tak, choroba szybko mi minęła, a zwolnienia starczyło jeszcze na wyleczenie kaca :)  2020 To już szósty miesiąc od czasu, kiedy koronawirus zamknął nas w domach i ograniczył nasze swobody. Brak wyjazdów pokerowych oraz wakacyjnych, dużo rzadsza interakcja z ludźmi na żywo. Szczęśliwie udało się zaliczyć WSOPC w Paryżu oraz narty w Austrii na początku roku. Jakoś w maju 2019 podjąłem decyzję o przejściu na dzienny tryb życia. Po 8 latach pracy na nocki potrzebowałem zmiany. Mimo że granie sesji porannych nie jest zbyt atrakcyjnym rozwiązaniem dla gracza w naszej strefie czasowej. Ale głównym chyba powodem tej decyzji była chęć powrotu do normalności. Tak, żeby móc iść rano do pracy, a wieczorem na Ligę Mistrzów i piwko z kolegami. Bo nie $$$ są najważniejsze. Bo jak wolnym byś się nie nazywał, to ściganie się o każdy $EV to uczestniczenie w wyścigu szczurów. Wcale w korpo pracować nie trzeba. No i jednak jak bardzo byśmy się nie oszukiwali, to życie zgodnie z rytmem dobowym będzie dla nas znacznie zdrowsze i przyjemniejsze. Zwłaszcza z wiekiem :D Ale o tym wszystkim może kiedyś w innym wpisie.  Jednak w momencie ataku pandemii wyjścia nie mam. Gry wieczorem zaczynają przypominać poziom sprzed kilku lat.…

Męczy nas piłka

Za nami kolejne nudne jak flaki z olejem mecze reprezentacji.   Środek imprezy, stoimy we trzech na balkonie i nagle jeden kumpel pyta: "O co chodzi w tej piłce? Dlaczego wy dwaj tak to lubicie?" Proste pytanie, ale zmuszające człowieka do refleksji. Bo jednak nigdy się nad tym nie zastanawiał. Po prostu kochał piłkę. Uwielbiał oglądać mecze. Przeżywać zwycięstwa i porażki swoich ulubionych drużyn. I chyba właśnie o to tu chodzi. O EMOCJE. Z wiekiem często stajemy się obojętni na otaczający nas świat. Gruboskórni. A piłka pozwala cofać się do lat niewinnego dzieciństwa. Niestety z biegiem czasu te emocje też zaczęły się zmniejszać. Coraz mniej meczów elektryzuje jak kiedyś. Będąc małym chłopcem tydzień przed pucharami Legii albo Wisły czułem dreszczyk emocji. Dzisiaj w dniu meczu Legii po prostu wiem, że będzie wpierdol od mistrza Liechtensteinu. I coraz bardziej oddalam się od piłki. Może po to, aby nie czuć bólu, po prostu zagłuszam emocje? :) Rok 1992. Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie. Moje pierwsze wspomnienie futbolowe. Ognisko z rodzicami nad jeziorem. 11-calowy czarno-biały telewizor. Szał radości po bramkach Kowalczyka i Stańka. I rozpacz po zwycięskim golu Hiszpanów w doliczonym czasie gry. Wiadomo, że wspomnienia mają tę przypadłość, że bywają dużo bardziej romantyczne, niż była rzeczywistość. Ale z drugiej strony, co my dzisiaj mamy? Jako kibic Reprezentacji Polski, FC Barcelony, Legii, z przykrością patrzę, jak kiepsko zarządzany jest każdy z tych podmiotów.  Zacznijmy od Repy. Bardzo szanuję Pana Zbigniewa za to jak zreformował PZPN, jak wyprostował to całe bagno nawalone przez Lato czy innych Dziurowiczów. Ale chyba już się trochę pogubił w tej swojej zajebistości i nieomylności. To, że Jurek na selekcjonera się nie nadaje, każdy widzi.   Każdy oprócz Prezesa. A im bardziej wszyscy dookoła żądają dymisji Brzęczka, tym bardziej uparty Rudy się robi.  No bo przecież tak zajebiście trafił z Nawałką. Tylko Nawałka odwzajemnił zaufanie wynikami. Oryginalnymi pomysłami. Miał kiepski start, ale od początku było widać jakąś koncepcję. No i miał też dużo szczęścia, trafiając na najmocniejsze pokolenie naszych kopaczy ostatnich lat. Lewy, Grosik, Krycha, Kuba, Piszczu, Glik, Szczęsny, Fabian, no było w czym przebierać w trakcie eliminacji oraz ME. Historyczna wygrana z Niemcami również była wypadkową szczęścia. Bo możliwe, że był dużo słabszym trenerem, niż się nam wydaje. Bo kto normalny, wierzący w sukces okupiony ciężką pracą, zabrania kierowcy autobusu…

Mądra późna rejestracja

Pamiętam czasy, kiedy do danego turnieju można było zapisać się tylko raz. Jeden błąd i nie ma Cię w turnieju, a dodatkowego życia nie dostaniesz. Jeśli chcesz grać dalej, znajdź sobie inny turniej. Wydawało się to dosyć uczciwe. Ale, jako że kasa rządzi światem, poker roomy zaczęły kombinować tak, aby klient jak najwięcej pieniędzy zostawił u nich. No i teraz żyjemy w czasach, w których większość turniejów możemy zagrać kilkakrotnie. Jak się odnaleźć w tym świecie? Które turnieje wybierać? O tym w dzisiejszym wpisie.  Strategie, które tutaj opiszę, sam stosuję na co dzień. Dodatkowo utwierdził mnie w ich stosowaniu niedawno sam Apestyle, przesyłając mi filmik instruktażowy na ten temat, który sam niedawno nagrał. Na pewno pomógł mi on w odpowiednim usystematyzowaniu informacji. Czy powinienem rejestrować się jak najpóźniej, zamiast grać od początku?  Niektórzy twierdzą, że maksymalnie późna rejestracja jest najlepszym rozwiązaniem. I oczywiście rejestrowanie się w ostatniej chwili do turnieju, w którym mamy przewagę nad fieldem nigdy nie będzie błędem. Co więcej, często w momencie rejestracji "zarabiamy" - nasz stack z punktu widzenia ICM może być warty więcej niż wpisowe do turnieju. Ten sam ICM nie bierze jednak pod uwagę "Future Game", czyli sytuacji w której rejestrujemy się późno, a więc stosunkowo często, zbliżając się do miejsc płatnych, będziemy jednym z najkrótszych stacków, niezdolnym do realizacji swojej przewagi. Krótko mówiąc, będziemy musieli pasować dużo częściej, niż byśmy chcieli. W teorii, w momencie samej rejestracji zabieramy $ od największych stackow, w praktyce, te same stacki zabiorą nam później cześć tych $ wywierając na nas presję. Także bardzo ważne w momencie późnej rejestracji jest to, ile osób z turnieju już odpadło i jak blisko miejsc płatnych jesteśmy. Sporo też zależy od struktury turnieju, ale generalnie, jeśli w grze pozostaje nadal ponad 50% graczy, to na późnej rejestracji z punktu widzenia ICM zarobimy niewiele, jeśli w ogóle.  No ale skoro mam przewagę w turnieju, to powinienem rejestrować się do niego aż do skutku! Grając na głębszym stacku dużo łatwiej zrealizować nam przewagę nad słabszym graczem, a nasz żetonowy winrate powinien rosnąć wprost proporcjonalnie do ilości posiadanych przez nas blindów. Najsłabsi gracze odpadają też z turnieju najszybciej, także tracimy sporo okazji na "prezenty" rejestrując się później. Zbierając żetony we wczesnej fazie, budujemy sobie dłuższy pasek życia, a im dłuższy ten pasek na bubble'u, tym…

Poker 101: Preflop

Dobrze dobrane range preflop to podstawa poprawnej pokerowej strategii. Każdy błąd popełniony na tym etapie, powoduje efekt kuli śnieżnej i z każdą kolejną decyzją kosztuje nas coraz więcej. Zła decyzja na preflopie to często błąd na flopie, prowadzący do błędu na turnie, który kończy się kosztownym błędem na river. Często tracimy czas na dogłębną analizę naszego zagrania na ostatniej ulicy, kiedy w rzeczywistości odpowiedź jest krótka - ta ręka powinna foldować na preflopie. Koniec tematu. Łatwo powiedzieć, ciężej zrobić. W No Limit holdem mamy 1326 możliwych układów, lub 169 pogrupowanych (AhKh to przecież to samo co AdKd). Przemnóżmy to przez liczbę pozycji na stole, wielkość naszego stacka, fazę turnieju, wpływ ICM… Możliwych scenariuszy robi się nieskończenie wiele. Blindy oraz Ante Zacznijmy od początku. Bez pieniędzy, które obowiązkowo trafiają do puli (czyli blindy i ante), każdy spokojnie mógłby czekać na Asy, jeśli tylko byłby odpowiednio cierpliwy. Gdyż samo czekanie nic by go nie kosztowało. Ewentualnie, przy odpowiednio głębokich stackach oraz wielkości podbicia, inni gracze mogliby spróbować te AA pokonać, licząc na odpowiednią wypłatę, kiedy już trafią silny układ ze swoim np. 76s. Nie bez powodu pokerowe aplikacje na telefon zdobywały tak szybko popularność, gdyż tam bardzo często oprócz ante oraz blindów mamy jeszcze straddle (najczęściej 2x BigBlind). Czyli jest więcej powodów do walki o pule, a dodatkowo jeden dodatkowy gracz jest już w większym stopniu do puli "przywiązany. Czyli sama obecność małego i dużego blinda powoduje, iż nasz winrate na wejściu to jakieś -150bb/100. Jeśli dorzucimy do tego ante, wyjdzie nam dodatkowe około -12.5bb/100. Czyli tak naprawdę trzeba sporo wygrywać, aby nie przegrywać. Wartość oczekiwana, czyli EV Nasz winrate to suma wartości oczekiwanych podejmowanych przez nas decyzji ze wszystkimi rękami, które zostały nam rozdane. Dla ułatwienia przyjmuje się, że EV foldu to zawsze 0 (chociaż różne programy różnie to pokazują, co zobaczymy za chwilę). Jeśli decydujemy się daną rękę zagrać, powinna ona zarabiać, czyli generować wartość oczekiwaną > 0. Przyjrzyjmy się dwóm skrajnościom, czyli naszym ulubionym rękom: AA i 72. Wykorzystamy do tego turniejową symulację GTO na 20bb. Siedzimy na small blindzie i wszyscy do nas foldują: Jak widać w przypadku każdej ręki mamy 4 opcje do wyboru: fold, call, raise 2.5bb, shove 20bb. Fold, żeby lepiej zobrazować sytuację, kosztuje nas połowę blinda. Widzimy, że AA lepiej nie foldować, ale co…

sosickPL – Moja Historia (pt2)

Jeśli ktokolwiek przegapił, to zapraszam tutaj, do przeczytania części pierwszej. Studia... Wracamy do Polski w październiku. Na uczelni przejebane. Trochę czasu zajmuje mi ogarnięcie tego bałaganu. Ale się jakoś udaje i pod koniec roku mam znowu trochę czasu na pokera. Niestety nadal nie idzie za dobrze. Przegrywam kolejne kapitały startowe, szczodrze rozdawane w tamtych czasach przez różne strony. Jeden kapitał, drugi, trzeci, możliwe, że coś tam sam wpłaciłem za którymś razem… I pyk! W końcu siada. Już nigdy nie wpłacam grosza na żaden poker room. W międzyczasie koledzy Tomka grają w piwnicy u  Michała cotygodniowe turniej sit&go. Nie trzeba mnie specjalnie namawiać. O dziwo gra jest na całkiem wysokim poziomie. Prawie nikt nie pije, raczej piwko, dwa dla przyjemności. Zegar turniejowy na laptopie, pokerowy stół wykonany własnymi siłami. Niedługo potem jest pierwsze zwycięstwo w turnieju. Nieważne, że 7-osobowym. Radość z wygranej to radość z wygranej! Następnego dnia wizyta w Galerii Bałtyckiej  i zakup uchwytu samochodowego do iPhona sprowadzonego niedawno z USA. Tak właśnie wygląda moje pierwsze trofeum. Trójmiejska Liga Pokera Wypada zrobić kolejny krok. Czytam w sieci o Trójmiejskiej Lidze Pokera. Namawiam znajomych, ale na pierwszy turniej idę sam. Moja introwertyczna dusza znowu czuje stres. Klub bilardowy na Gdańskiej Zaspie. Turnieje na kilkadziesiąt osób, a więc i nagroda za pierwsze miejsce, która może lekko odmienić życie studenta. Wytrwale próbuję w każdym turnieju, ale na sukcesy w tym miejscu przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać. Co ciekawe prawie poznałem tam Pyszałka. Gramy na tym samym stole. Marcin zagrywa allin za jakieś 10bb, ja jestem na big blind’zie, podnoszę ATo. Mam zamiar sprawdzić, ale dla pewności proszę o przeliczenie stacka przeciwnika. Pyszał w tym czasie pokazuje mi jedną kartę, bodajże K. Widzi to przechodzący obok organizator turnieju i podejmuje decyzję, że ręka Marcina jest martwa, a jego żetony idą do mnie bez showdownu!!! Tłumaczę mu, że mam dobrą rękę, więc i tak miałem zamiar sprawdzić, że nie chce żetonów w taki sposób. Zdesperowany Pyszał mówi, że na turniej przyjechał z samego Pruszcza, że czuje się oszukany, że on i jego znajomi więcej tu nie przyjadą. Niestety "Tournament Director" pozostaje nieubłagany i podtrzymuje swoją decyzję… Wtedy jeszcze nie wiemy, że przed nami wiele wspólnych przygód. Online też spoko W tym samym czasie grywam cashe online, i nawet pomału, małymi kroczkami pnę się w górę.…

sosickPL – Moja Historia (pt1)

Dzisiaj może odrobinę inaczej, trochę historii, wspomnień… Tutaj wspominałem już, że pierwszą osobą, od której usłyszałem o zarobkowej grze w karty, był Marcin. Co ciekawe Marcin w części technicznej odpowiada dzisiaj za projekt PreflopSolved. Potem był Tomek. I dwa wspólne wyjazdy do USA na Work&Travel. Do pracy. Naprawdę ciężkiej pracy. 12h na nogach, najczęściej w nocy, bo płacili więcej. Na taśmie w drukarni, która musiała zasuwać bez przerwy, aby zdążyć z porannym wydaniem „People”. Żeby przygłupi, otyły Amerykanin mógł się na czas dowiedzieć co tam na odwyku u Britney Spears. Nie, żebym uważał, że każdy Amerykanin jest głupi i otyły. Ale ten, którego interesuje życie Britney Spears, ma duże szanse takim być. A więc jeden z tych wyjazdów był kluczowy jeśli chodzi o moją pokerową przyszłość. Czy bez niego siedziałbym teraz w korpo, testując kod sql jakiegoś dewelopera, który moją pracę traktuje jako zbędny element cyklu programowanie? Być może. A może poker zaskoczyłby mnie z innej strony? Wierzycie w przeznaczenie? Ja nie. Tak naprawdę tam się to wszystko zaczęło. W ojczyźnie pokera - U S and A.  Najpierw pierwsze konto na PartyPoker. Dosyłam skan paszportu, bo już wtedy Amerykanie nie mogli grać na tym roomie. Pierwszy nick niezbyt wyszukany, coś w stylu „pbrzes”. I pierwsze turnieje oraz cash pod czujnym okiem trenera Tomka. W przerwach pomiędzy 12-godzinną zmianą, imprezą oraz pisaniem pracy magisterskiej - groziło mi wówczas wyrzucenie z seminarium magisterskiego, jeśli do końca wakacji nie znajdę tematu pracy i nie napiszę wstępu. Na szczęście organizm 25-latka spać nie musi, wystarczą 2-godzinne drzemki od czasu do czasu i multiwitaminy w płynie. Tak naprawdę g… wiemy o tej grze. Moja strategia turniejowa opiera się na graniu za wszystko, nieważne czy 5bb, czy 100bb, z top 5-15% rąk, w zależności od nastroju. Ale ziarno zostało zasiane. Na laptopie obok leci relacja z WSOP na ESPN. Nie wiem jak i dlaczego, przecież nie znam tych ludzi, a jednak wciąga. Wybieramy swoich faworytów i im kibicujemy. Kto pamięta choćby Hevad Khan'a i jego cieszynki? I chyba, co najważniejsze, Tomek wygrywa na cashu. Niewiele, jakieś 10-30$ dziennie. Jednak szybka kalkulacja 30dni x 20 dolarów x 3 złote = w Polsce będę królem. Ja jednak co wygram, to przegram. Wypada coś z tym zrobić. Na forach pokerowych, czy jakichkolwiek innych jakoś nigdy się nie odnalazłem. Trzeba…

Chcesz przetrwać (a co odważniejszy – odnieść sukces) w 2020 roku? Dobór gier! (część 2)

W ostatnim wpisie bawiliśmy się kalkulatorem wariancji w odniesieniu do zarządzania kapitałem przeznaczonym na grę. Dzisiaj  zajmiemy się drugą  co do ważności (moim skromnym zdaniem) umiejętnością - Odpowiednim Doborem Gier. Tym razem weźmiemy pod uwagę poziom naszych przeciwników. W końcu nawet 6-ty pokerzysta globu (o ile w ogóle dałoby się sporządzić taką listę) będzie przegrywał, jeśli będzie siadać do gry tylko z tymi pięcioma lepszymi. Albo prościej: Jeśli nie możesz dostrzec frajera przy stole w ciągu pierwszych 30 minut, to sam jesteś frajerem. Narzędziem, które nam dzisiaj pomoże, będzie Sharkscope i jedna z jego funkcji - znajdź turniej. Tam z kolei skorzystamy ze wskaźnika ability. Ability to wskaźnik o maksymalnej wartości 100, pokazujący umiejętności gracza na podstawie wszystkich innych statystyk, które opracowaliśmy dla tego gracza. Umożliwia łatwe porównywanie graczy, którzy grają na różnych stawkach i typach turniejów - na przykład gracz, który przegrywa niewiele na wysokich stawkach, jest prawdopodobnie lepszym graczem niż ten, który wygrywa pieniądze na bardzo niskich stawkach. Niestety nie wiemy dokładnie, które statystyki są brane pod uwagę, ani jaka waga jest im nadawana. Krótkoterminowo ogromny wpływ na wskaźnik ability będzie miała również wariancja. Ale nadal wydaje się on dosyć dobrym punktem odniesienia. Po szybkim zagłębieniu się w temat dowiadujemy się, że peny zakres wartości tej statystyki to 50-100. Dziwnym trafem autorzy aplikacji nie wspominają nic o dolnej granicy. Chyba ktoś tu nie chce za bardzo urazić graczy rekreacyjnych. W końcu lepiej zobaczyć przy swoim nicku 53, a nie 3. Takie delikatne zakłamanie rzeczywistości. No dobra, dosyć teorii, przejdźmy do praktyki. W tym miejscu sprawdzamy swoje ability: tutaj natomiast sprawdzamy średnie ability graczy w turnieju, który chcemy zagrać. Wskaźnik ten jest dynamiczny i zmienia się wraz z przebiegiem turnieju. Trochę inaczej będzie wyglądał po samym rozpoczęciu, po zamknięciu rejestracji, albo na stoliku finałowym.  Oczywiście samo bycie powyżej średniej turniejowej nie wystarczy. Z ręką na sercu przyznam, że jakoś dogłębnie tematu nie badałem, ale przyjmuję założenie, iż moje ability powinno być o około 7-12 punktów wyższe niż średnia w danym turnieju. Im bliżej jestem top'u mojego wpisowego, tym większą przewagę chcę posiadać. Wyraźnie widać już, że analiza ability pozwoli nam na podjęcie dwóch kluczowych decyzji: eliminacji z naszego grafiku turniejów, w których nie mamy wystarczającej przewagi nadprzeciwnikami, dzięki czemu zwiększymy swoje ROI, czy tam godzinówkę, odpowiedniego doboru turniejów. Zdecydowanie lepiej…

Chcesz przetrwać (a co odważniejszy – odnieść sukces) w 2020 roku? Oto Zarządzanie Kapitałem! (część 1)

Na pierwszym miejscu, niezmiennie od wieków - Zarządzanie Kapitałem. Jak i w życiu, tak i w kartach. O ile grając gry cashowe jest to w miarę prosta sprawa, profesjonaliści polecają coś pomiędzy 30-50 buy-in'ów na limit, o tyle w turniejach MTT sytuacja już tak prosta nie jest. Bo rozpiętość wpisowych, które uiszczamy, może być naprawdę spora. To może liczyć średnią? A może medianę? Z reguły używamy średniej (bo tak najłatwiej), ale tu też pojawia się problem. Bo im większa rozpiętość pomiędzy buyinami, tym większa wariancja. Ale zacznijmy może od naszego zwrotu z inwestycji, gdyż właśnie o jak najwyższe ROI jako gracze turniejowi powinniśmy dbać. Na jego zwiększenie w każdej chwili mamy 2 sposoby: grać turnieje z niższym wpisowym, czyli przeważnie z większą liczbą słabych graczy, albo zdecydowanie lepsze rozwiązanie - zwiększyć swoje umiejętności, aby powiększyć przewagę nad przeciwnikami na obecnie granych stawkach.  Jednak nawet wysokie ROI nie daje nam gwarancji zwyciężania w krótszej perspektywie czasu. Przyjrzyjmy się pięciu graczom, od bardzo słabego (ROI -30%), przez gracza breakeven (ROI 0%), po prawdziwego kocura (ROI 30%). Na przestrzeni 400 turniejów (powiedzmy, że miesięczna ilość gier regularnego gracza; dla uproszczenia gramy tylko turnieje z wpisowym 109$ i fieldem na 500 osób, co tylko nam pomaga) każdy z nich osiąga następujące wyniki: To, co się od razu rzuca w oczy, to to, że nawet najsłabszy gracz może na tej średniej/małej próbce wygrać 37500$, a najlepszy w tym czasie przegrać -22800$! I bądź tu mądry, jeśli chodzi o ocenę umiejętności graczy MTT i wszelkiego rodzaju rankingi, zwłaszcza live (tak wiem, tam spektrum ROI będzie dużo większe, bardziej pomiędzy od -40% do 100%, ale też próbka mniejsza)🙂 Aż co trzeci średni, wygrywający reg (ROI 15%) zakończy miesiąc na minusie. No dobrze, ale wszyscy przecież wiemy, jak ważna jest wielkość próbki. To zobaczmy, jak portfele piątki naszych bohaterów mogą wyglądać po około roku: Liczby te wyglądają już zdecydowanie lepiej, nasz najlepszy gracz prawie nigdy nie przegra, chociaż jak ma ogromnego pecha to i tak uszczupli bankrol o prawie 11000$ (ale to tylko 1 z 1000 symulowanych przypadków). Trzeba tu jednak pamiętać, że nasze ROI nigdy tak stałe, jak w powyższych symulacjach nie będzie. Jesteśmy tylko ludźmi, więc nawet najlepsi z nas (ROI 30%) pod wpływem nadmiaru przedłużającego się pecha zaczną grać nieoptymalnie, zmniejszając swój zwrot z inwestycji,…

Hello, world!

Cześć, mam na imię się Paweł, jestem hazardzistą i zapraszam Cię do mojej podróży w pogoni za zwyciężaniem.  A może jestem inwestorem krótkoterminowym w podmioty wysokiego ryzyka?  Albo to i to? W końcu w liceum sporo czasu spędziłem w kolekturze Totomixa, łudząc się, że dorobię sobie na weekendową imprezę.  I czasami się to nawet udawało. Przecież były to piękne chwile polskiego futbolu, kiedy nawet jakaś Polonia Warszawa czy inna Amica Wronki radziły sobie bardzo dobrze w rundach wstępnych europejskich pucharów. A i o przewidywalnych wynikach ustawionych meczów w naszej lidze można było podsłuchać od lokalnych ekspertów. Tylko bardziej przemawiała tu miłość do piłki kopanej, aniżeli pociąg do hazardu. Na pewno też taki mecz oglądało się z podwójną dawką emocji.  Z drugiej strony, pomimo spędzenia tysięcy godzin w kasynach, czas spędzony na ruletkach czy innych bandytach mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, no może dwóch. I to raczej po JD na mikro stawkach. Tak naprawdę kiedy patrzę na te wszystkie gry, widzę je jedynie jako wpłatomaty, z tą różnicą, że kasa nigdy nie trafi na moje konto. A i zabawy w tym za dużej nie odczuwam. Także chyba jednak bardziej inwestor niż hazardzista. O powodach do startu tego bloga słów kilka: przede wszystkim robię to dla siebie, chcę wprowadzić dokumentację swojej kariery na wyższy poziom, chcę się rozwijać, nauczyć przelewać myśli na papier, a samo pisanie artykułów dotyczących strategii rozwinie z pewnością moje umiejętności, z perspektywy czasu zawsze fajnie poczytać swojej dawne przemyślenia, a do bloga zabierałem się już kilkukrotnie. Najpierw było to po wygranej w turnieju „Praca Marzeń” pod koniec 2010 roku, potem, jakoś w 2013 powstał fanpage na Facebooku. Jednak zmieniająca się z biegiem czasu polityka stosowana w mediach społecznościowych (zwłaszcza coraz większe ucinanie zasięgów) oraz kiepskie możliwości jeśli chodzi o stronę wizualną postów, a przede wszystkim brak „własności” tworzonych materiałów demotywowały do tworzenia tam treści i pchały mnie w stronę zrobienia czegoś innego. A że rok 2020 to taka ładna data... Czego możecie się tutaj spodziewać: ewidentnych dowodów na moją prokrastynację, długich przerw pomiędzy postami, niedotrzymanych terminów itd, itp, opisu życia pokerzysty, na ile to oczywiście możliwe. Marzy mi się totalna transparentność, co niestety w tym momencie, w tym miejscu na Ziemi jest niemożliwe, ale kto wie, może kiedyś... relacji z gier na żywo - tutaj z transparentnością…