Z pamiętnika hazardzisty.
Bez kategorii

Męczy nas piłka

Za nami kolejne nudne jak flaki z olejem mecze reprezentacji.  

Środek imprezy, stoimy we trzech na balkonie i nagle jeden kumpel pyta: “O co chodzi w tej piłce? Dlaczego wy dwaj tak to lubicie?” Proste pytanie, ale zmuszające człowieka do refleksji. Bo jednak nigdy się nad tym nie zastanawiał. Po prostu kochał piłkę. Uwielbiał oglądać mecze. Przeżywać zwycięstwa i porażki swoich ulubionych drużyn. I chyba właśnie o to tu chodzi. O EMOCJE. Z wiekiem często stajemy się obojętni na otaczający nas świat. Gruboskórni. A piłka pozwala cofać się do lat niewinnego dzieciństwa. Niestety z biegiem czasu te emocje też zaczęły się zmniejszać. Coraz mniej meczów elektryzuje jak kiedyś. Będąc małym chłopcem tydzień przed pucharami Legii albo Wisły czułem dreszczyk emocji. Dzisiaj w dniu meczu Legii po prostu wiem, że będzie wpierdol od mistrza Liechtensteinu. I coraz bardziej oddalam się od piłki. Może po to, aby nie czuć bólu, po prostu zagłuszam emocje? 🙂

Rok 1992. Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie. Moje pierwsze wspomnienie futbolowe. Ognisko z rodzicami nad jeziorem. 11-calowy czarno-biały telewizor. Szał radości po bramkach Kowalczyka i Stańka. I rozpacz po zwycięskim golu Hiszpanów w doliczonym czasie gry.

Wiadomo, że wspomnienia mają tę przypadłość, że bywają dużo bardziej romantyczne, niż była rzeczywistość. Ale z drugiej strony, co my dzisiaj mamy? Jako kibic Reprezentacji Polski, FC Barcelony, Legii, z przykrością patrzę, jak kiepsko zarządzany jest każdy z tych podmiotów. 

Zacznijmy od Repy. Bardzo szanuję Pana Zbigniewa za to jak zreformował PZPN, jak wyprostował to całe bagno nawalone przez Lato czy innych Dziurowiczów. Ale chyba już się trochę pogubił w tej swojej zajebistości i nieomylności. To, że Jurek na selekcjonera się nie nadaje, każdy widzi.   Każdy oprócz Prezesa. A im bardziej wszyscy dookoła żądają dymisji Brzęczka, tym bardziej uparty Rudy się robi. 

No bo przecież tak zajebiście trafił z Nawałką. Tylko Nawałka odwzajemnił zaufanie wynikami. Oryginalnymi pomysłami. Miał kiepski start, ale od początku było widać jakąś koncepcję. No i miał też dużo szczęścia, trafiając na najmocniejsze pokolenie naszych kopaczy ostatnich lat. Lewy, Grosik, Krycha, Kuba, Piszczu, Glik, Szczęsny, Fabian, no było w czym przebierać w trakcie eliminacji oraz ME. Historyczna wygrana z Niemcami również była wypadkową szczęścia. Bo możliwe, że był dużo słabszym trenerem, niż się nam wydaje. Bo kto normalny, wierzący w sukces okupiony ciężką pracą, zabrania kierowcy autobusu cofać, bo to przyniesie drużynie pecha (WTF)?! A takich przesądów u Adama były dziesiątki. Albo te pieśni pochwalne, jak to sztab kadry sypia po 4 godziny, bo w nocy ciężko pracuje, analizuje, wali wódę… No nie, nie, nie. Jeśli sypiasz po 4h to znaczy, że wcześniej zawaliłeś planowanie, delegowanie, etc. Jeśli sypiasz po 4h to potem jakość podejmowanych przez Ciebie decyzji znacząco spada. A to chyba kluczowe na tej posadzie. No i gwóźdź do trumny – porównanie raportów po Mistrzostwach Świata – Adam kontra Joachim. Przeciętny uczeń kontra profesor. 

Czyli możemy założyć, że trochę szczęścia w tej decyzji było. Ale na samym szczęściu daleko zajechać się nie da. Jest szansa, że Boniek ma słabą rękę do wyboru selekcjonera, tak samo jak on słabym był trenerem. Biznesowo super (patrz PZPN), tutaj już niekoniecznie. Trochę do myślenia dają też ostatnie słowa Boruca. Człowieka, który mówi niewiele:

No więc co z tym Brzęczkiem? Do zwolnienia, i to szybko! Póki jeszcze jest czas przygotować się odpowiednio do Mistrzostw Europy. Bo to całe pierdolenie, że sukcesem jest awans, w momencie jak na Mistrzostwa jedzie pół Europy, to można sobie w d… wsadzić. Że zadanie zostało wykonane, kiedy to zadanie na swoich barkach pociągnął Lewy, bez pomocy trenera… A że Jurek się nie nadaje to widać gołym okiem. Od stylu, a raczej jego braku w grze Reprezentacji. Przez aparycję, totalny brak charyzmy… bo jak piłkarze mają iść w ogień za trenerem, który cały się trzęsie ze strachu, nie radzi sobie z presją i oczekiwaniami. Po całą tę narrację oblężonej twierdzy i pieprzenie głupot na konferencjach. Może i Jurek jest nawet nie najgorszym trenerem, ale moim zdaniem znalazł się w punkcie bez odwrotu, zagonił się sam do narożnika, z którego już nie ma wyjścia. Można tylko ręcznik rzucić. Tylko Lewego żal…

I tak jak smutno mi, kiedy patrzę, że nie potrafimy wokół Najlepszego Polskiego Piłkarza w historii zbudować ekosystemu i wykorzystać jego talentu maksymalnie, tak samo płakać mi się chce kiedy widzę Messiego. Zarządzanie Barceloną od czasów Bartomeu zakrawa na jakiś żart. Przecież działania na szkodę spółki grożą więzieniem. W przypadku chujowego zarządzania klubem piłkarskim kara powinna być jeszcze wyższa. Bo wpływasz na życia milionów kibiców. Masz w miarę proste zadanie – zbudować drużynę i marketing na barkach Leo. A tu nawet prezesiątko nie potrafi trenera zatrudnić. Od czasu Luisa Enrique nie było na tym stanowisku nikogo poważnego. Koeman też nie wygląda na przemyślany wybór.  Dorzućmy do tego te wszystkie zakupy typu Braithwaite za miliony, których teraz brakuje. A mistrzostwem świata, są transfery wychodzące – choćby w tym okienku sprzedaż Rakitic’a, Vidal’a i Suarez’a przyniesie budżetowi zawrotne 2 mln euro. Oddajemy świetnego strzelca za bezcen. Wiadomo, ma swoje lata i lepszym już nie będzie, ale nawet z ławki dałby jeszcze sporo liczb. Zwłaszcza że nie ma w klubie następcy. A Luis zaraz pomoże AM wygrać z Barcą w lidze, a może nawet w LM. Tak to widzę.

No i pozostał mi ostatni czarny charakter tej opowieści, Pan Prezes Mioduski. Raczej z małych liter powinno być. Najpierw może wyrazy uznania za ukończenie projektu Akademii. I to chyba na tyle, jeśli chodzi o tę wieloletnią kadencję. Za nami kolejna zmiana trenera. Trenera, który był przecież częścią projektu na długie lata. Tak jak każdy przed nim. I pewnie po nim. A potem zderzenie z rzeczywistością. Panika. Organizacyjny chaos. Wywracanie wszystkiego do góry nogami, w najbardziej newralgicznym punkcie sezonu – eliminacjach do europejskich pucharów. Przecież to się nie ma prawa udać. I tak tracimy rok w rok, lata mijają, a nic się nie zmienia.

Mioduski, Bartomeu, Boniek są bardzo podobni, próbują udowodnić światu, jak bardzo są zajebiści. Czerpią jakąś dziwną radość z tego, że idą pod prąd. Nie umieją przyznać się do błędu. I nie ma co liczyć, że to kiedykolwiek nastąpi. Pozostaje odliczać dni do końca ich kadencji. Albo, że się Mioduskiemu któregoś poranka coś w głowie przestawi. Tylko tych spierdolonych kibicowskich lat nikt nam nie zwróci.

Ale żeby nie było, że się tylko wymądrzam, to jednym z moich marzeń jest zostać kiedyś właścicielem klubu. I wtedy też popełnię masę błędów. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *