Z pamiętnika hazardzisty.
Bez kategorii

sosickPL – Moja Historia (pt2)

Jeśli ktokolwiek przegapił, to zapraszam tutaj, do przeczytania części pierwszej.

Studia…

Wracamy do Polski w październiku. Na uczelni przejebane. Trochę czasu zajmuje mi ogarnięcie tego bałaganu. Ale się jakoś udaje i pod koniec roku mam znowu trochę czasu na pokera. Niestety nadal nie idzie za dobrze. Przegrywam kolejne kapitały startowe, szczodrze rozdawane w tamtych czasach przez różne strony. Jeden kapitał, drugi, trzeci, możliwe, że coś tam sam wpłaciłem za którymś razem… I pyk! W końcu siada. Już nigdy nie wpłacam grosza na żaden poker room.

W międzyczasie koledzy Tomka grają w piwnicy u  Michała cotygodniowe turniej sit&go. Nie trzeba mnie specjalnie namawiać. O dziwo gra jest na całkiem wysokim poziomie. Prawie nikt nie pije, raczej piwko, dwa dla przyjemności. Zegar turniejowy na laptopie, pokerowy stół wykonany własnymi siłami. Niedługo potem jest pierwsze zwycięstwo w turnieju. Nieważne, że 7-osobowym. Radość z wygranej to radość z wygranej! Następnego dnia wizyta w Galerii Bałtyckiej  i zakup uchwytu samochodowego do iPhona sprowadzonego niedawno z USA. Tak właśnie wygląda moje pierwsze trofeum.

Trójmiejska Liga Pokera

Wypada zrobić kolejny krok. Czytam w sieci o Trójmiejskiej Lidze Pokera. Namawiam znajomych, ale na pierwszy turniej idę sam. Moja introwertyczna dusza znowu czuje stres. Klub bilardowy na Gdańskiej Zaspie. Turnieje na kilkadziesiąt osób, a więc i nagroda za pierwsze miejsce, która może lekko odmienić życie studenta. Wytrwale próbuję w każdym turnieju, ale na sukcesy w tym miejscu przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać.

Co ciekawe prawie poznałem tam Pyszałka. Gramy na tym samym stole. Marcin zagrywa allin za jakieś 10bb, ja jestem na big blind’zie, podnoszę ATo. Mam zamiar sprawdzić, ale dla pewności proszę o przeliczenie stacka przeciwnika. Pyszał w tym czasie pokazuje mi jedną kartę, bodajże K. Widzi to przechodzący obok organizator turnieju i podejmuje decyzję, że ręka Marcina jest martwa, a jego żetony idą do mnie bez showdownu!!! Tłumaczę mu, że mam dobrą rękę, więc i tak miałem zamiar sprawdzić, że nie chce żetonów w taki sposób. Zdesperowany Pyszał mówi, że na turniej przyjechał z samego Pruszcza, że czuje się oszukany, że on i jego znajomi więcej tu nie przyjadą. Niestety “Tournament Director” pozostaje nieubłagany i podtrzymuje swoją decyzję… Wtedy jeszcze nie wiemy, że przed nami wiele wspólnych przygód.

Online też spoko

W tym samym czasie grywam cashe online, i nawet pomału, małymi kroczkami pnę się w górę. Moim mistrzem jest ciągle Tomek. Gra jakąś nudną odmianę, Limit Holdem, ale już na stawkach 3/6. Co za pies! Ja za to okazjonalnie odpalam sobie jakiś turniej, moim ulubionym jest 1$ rebuy na Party. Musiał zaczynać się jakoś późno, albo grało w nim tysiące ludzi. Nigdy nie zapomnę tego zwycięstwa – całe 350$ trafia na moje konto. Jest 7 rano, a ja chwilę później jadę na uczelnię. Przecież nie zasnę po takim sukcesie!

Jak oni to zrobili?!

Pierwszym “sukcesem” na żywo okazało się wygranie w tym samym klubie bilardowym satelitki do USOP Gdańsk. Wpisowe 250eu i cała śmietanka ówczesnej polskiej sceny pokerowej, na czele z redaktorami pokertexas – Jackiem Danielsem i Pawciem. Nie wiem też jakim cudem, ale organizatorzy ściągnęli do Trójmiasta samego Ilari “Ziigmund” Sahamies’a, wtedy już gwiazdę najwyższych stawek. Wprawdzie bardzo szybko oddał swoje żetony i poszedł bawić na Sopot, ale nawet ta chwilowa obecność wywołała sporą sensację. To tak jakby Leo Messi wpadł do Polski zagrać z młodymi adeptami futbolu w turnieju typu “Z podwórka na stadion o Puchar Tymbarku”. Symulując potem kontuzje i schodząc z boiska po kwadransie gry 🙂

Trójmiejska liga przeżywa potem swoje pierwsze zawirowania. Krótkie przerwy, zmiany lokalu, najpierw Sopocka Mandarynka, potem Gdańska kręgielnia Soprano. Tam już bardzo szybko łapię kontakt z Pyszałem i Olorem. Ciągnie swój do swego. Ciągle namawiają mnie na “rzucenie tych głupich cash games i zabawę razem z nimi na stolikach turniejów wielostolikowych”. Ale mnie się wcale nie spieszy do zmiany. Jestem już regularnym graczem na NL100 z okazjonalnymi strzałami na NL200. Czego chcieć więcej? Gra cashowa zdecydowanie bardziej mi pasuje, dużo łatwiej połączyć ją z pracą na etacie. A praca też całkiem spoko, niby Amerykańska korporacja, ale z super warunkami. Mamy bardzo młody zespół, piłkarzyki, play station, rozliczani jesteśmy przez kierowników z USA na podstawie wyników swojej pracy, a nie czasu spędzonego w biurze, co nie raz uda mi się skrzętnie wykorzystać. Dzisiaj może nie brzmi to imponująco, ale w 2009 z pewnością były to nowości na rynku pracy. Ta wygoda sprawi, że aż 3 lata zajmie mi przeskoczenie na pokerowe zawodowstwo.

TA NOC

Mimo że cash games to moja główna gra, okazjonalnie rejestruję się do różnych turniejów. No i w końcu trafia się On, mój pierwszy 5-cio masztowiec. 109$ freezout, rozpoczynający się o 1:00 w nocy na Poker Stars. Niezapomniana noc. W połowie turnieju dołącza do mnie mój współlokator, obecnie przyjaciel, Paweł. Pilnuje, żeby nie zasnął, na głośnikach  OSTR, Małpa, Peja… I mamy to, ponad 10  000 USD trafia na moje konto, jest 10 rano. Schodzimy po najdroższy alkohol do lokalnego sklepu, pewnie jakiś Jack Daniels czy coś z tej półki, wypijamy drinka i padamy ze zmęczenia. Moje lekkie zauroczenie MTT właśnie przerodziło się w miłość…

Join the discussion

  1. Domin

    Bomba, czekam na więcej

Skomentuj Domin Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *